poniedziałek, 17 lutego 2014

Liebster Blog Award 2 i 3

Dziękuję bardzo za 2 nowe nominacje Sigyn i Monique :)

Najpierw pytania od Sigyn:

1.Lubisz rysować?
Oczywiście.
2.Myślisz, że mam wstawić tu swoje rysunki?
Czemu nie :p
3.Robisz sobie tatuaże henną?
Nie miałam okazji.
4.Jakiej muzyki słuchasz?
Heavy-metal, rock.
5.Czy lubisz mandarynki? 
Tak.
6.Czy lubisz psy?
Tak :p
7.A koty?
Stop it! Tak.
8.Kochasz życie?
Zależy.
9.Lubisz tęczę?
Co to za pytanie? xD Może...
10.Jaki kolor lubisz?
Szmaragdowy i czarny.
11.Czy myślisz, że świat może  być ładniejszy?
Może...

A teraz pytania od Monique:
1.Twoje motto życiowe?
The sky's the limit. Your sky. Your limit.2.Skąd czerpiesz natchnienie?
Z mego chorego umysłu :)3.W Twoim domu wybucha pożar. Możesz zabrać jedną rzecz. Co to będzie? 
Książka.4 .Największe marzenie?
Projektować auta.5.Czy wierzysz w to, że może się spełnić?
Może...6.Jak  zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem?
Od dawna w zeszytach szkolnych...7. Ulubiona książka.
To jak zapytać matkę które dziecko woli!!!8. Czy oprócz pisania masz jeszcze jakieś pasje?
Oj dużo... Konie, książki, malowanie, rysowanie, auta , przyjaciele.9.Loki mityczny,filmowy czy komiksowy?
No nie! To samo co z książkami! Może... filmowy... albo mityczny.
10.Największy idol ?
Loki <311. Gdybyś miał/-a przenieść się do świata z ulubionej książki, to wybrałbyś/ałabyś...?
To nie sprawiedliwe! Nie wiem co wybrać! Ok... Asgrad.

Dziękuję jeszcze raz za wszystkie nominacje :)

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział V

     Postanowiłam podzielić mój dłuuugi rozdział na kilka części :)    Przepraszam że tak późno. Szkoła i choroba.                                                         

                                                                              Rozdział V
Weszłam do celi Lokiego.  Wciąż nie mogłam pozbierać myśli w całość po tamtym śnie. Kłamca przewrócił teatralnie oczami.
-Co tym razem? Co jeszcze chce ode mnie S.H.I.E.L.D.? – spytał.
-Nie S.H.I.E.L.D., tylko ja.
Może to było tylko złudzenie, ale chyba Loki bardziej zainteresował się tym co do niego mówiłam. Tak to na pewno było złudzenie. Wzięłam głęboki oddech i spytałam.
-Umiesz manipulować snami?
Zmarszczył czoło.
-Co? Ja nie… - uśmiechnął się kpiąco – A co? Śniło ci się coś ze mną, że akurat zakładasz że to moja sprawka?
-Możesz sobie pomarzyć. – powiedziałam głosem wprost nasączonym jadem po czym wyszłam z celi.
                                                                               ***
O co jej chodziło? Nie wiem. Co jej się przyśniło? Sięgnąłem po medalion. Pora zobaczyć co ona kombinuje. Szmaragd zaświecił się na zielono. Zobaczyłem ją. Szła korytarzem. Ktoś do niej podszedł.
-Agentko Brown.
-Tak? – Odwróciła się.
-Mam pytanie. – Powiedział Walker. – Czy może nie chciałabyś… no wiesz… wyjść ze mną do kina albo… na kolację?
-Wybacz, ale nie jestem zainteresowana. – Powiedziała Lily po czym poszła dalej.
Skręciła w lewo. Weszła do szatni. Nie było tam nikogo  oprócz niej. Otworzyła swoją szafkę i spojrzała w zamontowane w środku lustro.
-To się źle skończy- powiedziała po czy wyjęła z szafki sztylety.
                                                                          ***
Wiedziałam że ryzykuję, ale chciałam się dowiedzieć co oznaczały moje sny. Wyjęłam z kieszenie telefon, mam pięć minut. Mój wirus zaraz wyłączy cały monitoring w agencji. Poszłam do celi Lokiego. Teraz. Monitoring padł. Wpadłam do celi kłamcy i rzuciłam mu jego sztylet. Popatrzył na mnie pytającą miną.
-Nie ma czasu na pytania. Chodź.- Wyszłam z bogiem z celi. Na korytarzu zatrzymał nas Walker.
-Lily?! Co ty … - nie dokończył, padł ogłuszony na ziemię. Za nim stał Loki.
-Potem mi podziękujesz. – powiedział.
-Chodź – powiedziałam.-Nie mamy dużo czasu. – Zbiegliśmy schodami na parter przy czym ogłuszyliśmy jeszcze 5 agentów. Wybiegliśmy z budynku. Podeszliśmy do mojego auta. Stark i cała reszta Avengersów zrobiła mi prezent z powodu zbliżających się moich urodzin. Na parkingu przed agencją stał nowy Aston Martin Vanquish.
-Wsiadaj – powiedziałam do Lokiego po czym wsiadłam na miejsce kierowcy. Kiedy kłamca zajął siedzenie pasażera, przekręciłam kluczyk w stacyjce. Wtedy w tylnym lusterku zobaczyłam wybiegających agentów. Było ich około dwudziestu. Otworzyli ogień. Trafili w tylną szybę, która rozleciała się na małe kawałki. Ruszyłam z piskiem opon. Agenci w autach ruszyli za nami.
-Możesz mi powiedzieć co ty… - zaczął kłamca.
-Zamknij się!  - wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Znowu strzelali. Trafili w lewe lusterko. Skręciłam w boczną uliczkę. Wyjechaliśmy na obrzeża Londynu. Przyspieszyłam. Agenci zostali w tyle. Po dziesięciu minutach zaprzestali pościgu.  Dziwne.
-No i co teraz? – spytał Loki. – Będziemy mieszkać w buszu i ukrywać się przed SHIELD czy zamierzasz mnie zabić?
-Nie martw się. Pomyślałam o tym wcześniej. – odpowiedziałam po czym włączyłam radio. Ustawiłam głośność na maksa i rozbrzmiała moja ulubiona piosenka. Asgardczyk wywrócił oczami.  Słońce już zachodziło. Dodałam gazu i rozległ się ryk silnika. Uśmiechnęłam się pod nosem.
                                                                                ***
Słońce już dawno zaszło. Byłam już zmęczona kilkugodzinną jazdą autem. Ponad pół godziny temu wjechaliśmy do lasu. Kłamca przez ten cały czas nic nie mówił. Zza drzew wyłonił się mój dom letniskowy. Wjechałam na żwirowy podjazd, zgasiłam silnik i powiedziałam do kłamcy.
-Wysiadaj. Jesteśmy na miejscu.
Kiedy Loki wysiadał z auta ja podeszłam do tyłu mojego auta. Dotknęłam kawałka rozbitej szyby. Ten pod moją dłonią rozpadł się na mniejsze kawałki z których niektóre wbiły mi się w rękę. Syknęłam z bólu.
-Co ty robisz? – spytał Loki.
-Nic –odpowiedziałam i zawinęłam prawą rękę w rękaw bluzy. – Chodź. – powiedziałam. Weszliśmy na ganek i wyjęłam lewą ręką klucze do domu. Z rany na mojej dłoni sączyła się krew. Próbowałam otworzyć drzwi lewą ręką ale nie dałam rady.
-Cholera – syknęłam po czym wyciągnęłam z kieszeni bluzy, zakrwawioną prawą dłoń po czym znowu podjęłam próby otworzenia drzwi. Moje palce ślizgały się po zakrwawionym kluczu.
-Coś ty sobie zrobiła? – spytał Loki, wpatrując się w moją ranę.
-Nic –powiedziałam. Jakimś cudem zdołałam otworzyć drzwi i weszliśmy do środka. Zapaliłam światło i rzuciłam klucze na ławę przy skórzanej kanapie w salonie. Było tam bardzo przytulnie Wbrew pozorom to był duży dom. Były tam 3 sypialnie + moja pracownia, łazienka, salon i kuchnia.
-Zaraz wracam – powiedziałam i poszłam szybkim krokiem do łazienki. Odkręciłam wodę w kranie i zaczęłam pęsetą wyjmować kawałki szkła po czym obmywać ranę wodą. Spojrzałam w lustro. W drzwiach stał kłamca.
-Co chcesz? – syknęłam. Bóg podszedł do mnie.
-Daj mi rękę. – powiedział.
-Co? Po co ci…
-Daj – przerwał mi. Niepewnie podałam mu prawą dłoń. Ten chwycił ją delikatnie i położył na swojej dłoni i przykrył ją drugą. Patrzył mi prosto w oczy. Jego dłonie zaczęły płonąć szmaragdowymi płomieniami. Chciałam się odsunąć ale nie mogłam uwolnić ręki. Czułam straszny ból w ranie który nagle, znikł. Zielone płomienie zgasły. Loki puścił moje ręce i patrzył mi prosto w oczy. Jego piękne, szmaragdowe oczy… Zaraz! Co ja robię?! Odsunęłam się od kłamcy.

-Dzięki. – powiedziałam. – Chodź, przecież nie będziesz tutaj paradował w tym stroju.
Poszłam po jakieś ubranie dla Lokiego. Ten w tym czasie oglądał dom. Znalazłem jakieś męskie spodnie. Oby były dobre. Nie mogłam znaleźć koszulki dla kłamcy. Poszłam z powrotem do salonu. Loki oglądał zdjęcie w ramce na biblioteczce.
-Kto to? – spytał z kpiącym uśmieszkiem. – Ty?
Popatrzyłam na zdjęcie. W ramce była oprawiona dziewczyna na karym koniu, skacząca przez przeszkodę na oklep przy zachodzie Słońca. Pamiętam ten dzień w którym zrobiono mi to zdjęcie. Było to kilka lat temu w lato, w którym razem z moją jedyną przyjaciółką byłyśmy w jej stajni nad morzem gdzie trzymałyśmy swoje konie.
-Tak to ja – powiedziałam. – Stare dzieje – rzuciłam mu spodnie. – Masz. Zaraz ci przyniosę jakiś T-shirt.
Poszłam do mojego pokoju. Czasami nosiłam męskie koszulki więc nie było problemem ze znalezieniem jednej dla Lokiego. Wzięłam zieloną koszulkę z krótkim rękawem i poszłam do salonu. Stanęłam jak wryta. Najwyraźniej Loki założył już spodnie ode mnie i teraz stał w salonie bez koszulki. Stał do mnie tyłem, lecz kiedy usłyszał moje kroki odwrócił się. Teraz mogłam zobaczyć jego umięśnioną klatkę piersiową i brzuch. Zawsze myślałam że skoro Thor jest taki potężny i silny to jego „słabszy” brat będzie mniej… yyyy… postawny. Cały czas wpatrywałam się w mięśnie boga. Kłamca zauważył moje zamyślenie i spytał kpiąco.
-Podoba ci się to co widzisz? – szybko się ogarnęłam i przestałam patrzeć na jego klatę piersiową. Spojrzałam mu prosto w oczy i  prychnęłam.
-Proszę cię. Na herosa się nie nadajesz a na boga tym bardziej – rzuciłam mu koszulkę. – Zakładaj. Chyba że chcesz żebym oślepła.

Liebster Blog Award

Bardzo dziękuję za Margaret Laufeyson za nominacje. :D

A oto pytania od Margaret:

1. Czytasz mojego bloga? Co o nim sądzisz?

Tak czytam i sądzę że jest bardzo fajny i wciągający.

2. Co robisz, gdy ci smutno?

Słucham swojej ulubionej muzyki czyli finlandzkiego zespołu Nightwish.

3.Wyobraź sobie, że jesteś owo­cem. Jakiego smaku i koloru sok można z Cie­bie wyci­snąć?

Hm... Zapewne byłabym grejpfrutem albo granatem. Byłabym kwaśna, gorzka ale jednak smaczna xD a sok zapewne byłby czerwony.

4.Czy jesteś dobrym człowiekiem?

Tak sądzę ;) 

5.Skąd pomysł na taką nazwę bloga?

Niech pomyślę... Gdyż opisuję historię Lokiego i Sigyn pomieszaną z filmami Marvela więc fani tych filmów uznają że to realne.

6.Czego nie lubisz najbardziej robić?

Nie czytać książek przez więcej niż 1 dzień.

7.Twoja wizja wymarzonego życia?

Pić stare wino. Jeść spleśniały ser. I jeździć samochodem bez dachu. :p

8.Masz jakieś dziwactwa?

Oczywiście! Każdy je chyba ma! Ale ja mam ich chyba więcej... Nie będę się nimi dzielić, może tylko tym że jestem dziewczyną a kocham samochody, wikingów i wojsko i nie jestem plastikiem, przynajmniej tak sądzi moja klasa.

9.Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?

Wolność.

10.Bez czego nie ruszysz się z domu?

Głowy.

11.O co byś poprosiła gdybyś miała jedno życzenie od złotej rybki?

O święty spokój dla mnie i mojej rodziny.


Oto moje pytania:

1.Ile przeczytałeś w życiu książek?
2. Ulubiona postać z Marvela?
3. Ulubiona potrawa?
4. Czy chciałbyś być Wikingiem?
5. Jeździsz konno?
6. Od kiedy piszesz bloga?
7.Masz najlepszego przyjaciela?
8. Jesteś szalony?
9. Czy poświęciłbyś życie za uratowanie człowieka?
10. Twoje idealne życie to?
11. Czego najbardziej pragniesz?

Moje nominacje:

1. http://lokiandsigynlove.blogspot.com/?
2.http://mara-charles.blogspot.com/

środa, 22 stycznia 2014

A propos V rozdziału...

Hej.
Tak jakby jest on bardzo długi a przez to że nie miałam komputera jest w moim zeszycie i teraz przepisuję kolejny rozdział. :)

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział IV

                                                                   Rozdział IV

Uśmiechnąłem się szyderczo.
-Niby czego ode mnie chce S.H.I.E.L.D.? – spytałem.
-Odpowiedzi.
-Na co?
-Na moje pytania.
Odchyliłem się do tyłu na krześle. – No, słucham.
-Dlaczego akurat Midgard? Czemu to akurat jego zaatakowałeś. Mogłeś ukraść Tesseract i zdobyć inne światy.
Spojrzałem jej prosto w oczy.
-Ludźmi jest najłatwiej władać. Na końcu zawsze ulegacie. po za tym, chciałem się zemścić na moim ukochanym braciszku, Thorze.
Lily uśmiechnęła się szyderczo.
-Właśnie widać. Jesteś chyba bardzo słabym władcą jak nie zapanowałeś nad bandą idiotów jak my.
Ugh! Czy ona musi być taka…taka…no taka! Zaczyna mnie to denerwować!  W tym momencie jak myślałem jak mogę zabić tą Midgardkę, ona mi przerwała.
-Cóż, jeśli nasz „pan i władca” coś jeszcze wymyśli daj znać. – i powiedziawszy to wstała, i zaczęła iść w kierunku wyjścia. Gdy stała w drzwiach, odwróciła się do mnie i powiedziała. – To jeszcze nie koniec na dzisiaj. Zaraz znowu tu przyjdę. A ty lepiej zacznij rozmyślać jakie jeszcze idiotyzmy tu nawymyślasz. – i wyszła. Miałem bardziej wyczulony słuch niż ludzie i usłyszałem jak agentka od razu powiedziała chyba głośniej niż tego by sobie życzyła – Ugh! Nordycki idiota! – Uśmiechnąłem się pod nosem. Kiedy nie przychodziła przez jakieś pięć minut to zdecydowałem sprawdzić o co chodzi z tym medalionem od Friggi. Wyjąłem go z kieszeni. Kiedy dotknąłem palcem szmaragdu na środku, on zaczął się świecić  intensywnie zielono. Nagle zamiast białego pokoju do przesłuchań, widziałem kogoś. Obraz był zamazany ale z czasem się wyostrzał. Dopiero teraz rozpoznałem tą osobę. To była Lily Brown. Ale medalion miał pokazywać Sigyn a nie osobę z którą ostatnio rozmawiałem! Spróbuję jeszcze raz. Teraz skupię się tylko na Sigyn. Sigyn…Sigyn… I znowu to samo! Medalion pokazywał tą agentkę. Coś tu jest nie tak. Agentka Lily Brown to Sigyn?! Nie mogłem w to uwierzyć. Nagle wizja zniknęła. Znowu widziałem ten biały pokój w którym przebywałem. Akurat wróciła dziewczyna. Siadła na krześle.
-Masz mi coś nowego do powiedzenia? – syknęła.
Spojrzałem na nią. Miałem właśnie jej odpowiedzieć ale do pokoju wszedł jakiś inny agent.
-Agentko Brown. Jeśli można. Agentka Romanow panią wzywa do siebie…
Patrzyliśmy sobie z nią prosto w oczy. Miała przymrużone oczy a ja uśmiechałem się kpiącym uśmieszkiem.
-Już idę. – powiedziała, po czym wstała i zaczęła zmierzać do wyjścia. W drzwiach zatrzymała się, odwróciła i powiedziała:
-Dziękuję agencie Walker, a i proszę odprowadzić więźnia do celi. – po czym wyszła z pokoju. Agent Walker jak się dowiedziałem, odprowadził ją wzrokiem po czym cicho westchnął. Wyprowadził mnie z pokoju.  Spojrzałem na niego pogardliwym wzrokiem.
-Nie zauważa cię.
-Co? – spytał zdziwiony agent.
-Ona cię nie zauważa. Nie masz u niej szans. Widać że ci się podoba.
-To nie twoja sprawa. – warknął agent. Akurat byliśmy już przy mojej celi. Walker zamknął mnie w celi.I znowu będę tu siedzieć i nic nie robić. Chyba że… wyjąłem medalion, zaświecił się na zielono. Uśmiechnąłem się pod nosem.
                                                                           ***
Weszłam do gabinetu agentki Romanow. Oprócz niej czekali tam wszyscy Avengersi.
-Siadaj Lily. – powiedziała Natasha. – Musimy porozmawiać. – Gdy siadłam na krześle Romanow znowu się odezwała. – Posłuchaj, Jesteś w agencji bardzo krótko, ale… masz duże doświadczenie. Ja i Hawkeye mamy plan założenia rodziny, więc… ktoś musi mnie zastąpić.
-Chyba nie chodzi o mnie? Żebym ja... no wiesz..
-Tak, chodzi o ciebie Lily.
Otworzyłam szerzej oczy.
-C..co? Ja w Avengersach?
Wtedy odezwał się Stark.
-Wszyscy jesteśmy co do tego zgodni. Jesteś najlepszą kandydatką.
-Ja i Natasha będziemy tutaj tobie czasami pomagać, a akcje w terenie będziesz wykonywała bez nas, z całą drużyną. – powiedział Hawkeye.
-To jak? Zgadzasz się? – spytał Banner.
-Tak. –odpowiedziałam.
-Więc, witamy w drużynie. – powiedział Rogers.

                                                                              ***
Obserwowałem ją cały czas. Słyszałem jej rozmowę z Avengersami. No nieźle. - pomyślałem. - Nie dość że podobno to ONA jest Sigyn to jeszcze będzie teraz w Avengersach. Pięknie! Dobra, zobaczmy co teraz robi. Znowu ją widziałem. Szła ulicami Londynu. Była zamyślona. Nad czym myślała? Nie wiedziałem.Weszła do mieszkania, zapewne swojego jak się domyśliłem. Było bardzo późno. Rzuciła torbę na podłogę i od razu poszła do łazienki. Chyba planowała wziąć prysznic. Właśnie wtedy kiedy rozmyślałem co teraz kobieta zrobi, ona zdjęła koszulkę. Moim oczom ukazały się zgrabne ramiona i chudy, wysportowany brzuch. Miała na sobie czarny stanik tylko tyle zdążyłem zauważyć bo wtedy wizja zniknęła. W takim momencie! Durny medalion! Okazało się że medalion wyczuwa obecność innych ludzi, pewnie dlatego wizja znikała zawsze jak ktoś wchodził do mojej celi. Nie zdziwiłem się za bardzo gdy do celi wlazł ten idiota, agent Walker.
-Czego znowu? - spytałem, wywracając teatralnie oczami.
-Skąd wiedziałeś że ona mi się podoba? - spytał agent.
-Słuchaj, nędzny Midgardczyku. Nawet ślepiec by to zauważył. Ślinisz się na jej widok, jakbyś nigdy nie widział kobiety na oczy. A jak widać ona nie jest zainteresowana tobą.
-A niby kim? Na pewno nie tobą!
Uśmiechnąłem się kpiąco.
-Nawet o tym nie pomyślałem. Dziękuję za pomysł...
-Zamknij się! Ona nigdy nie pokochałaby kogoś takiego jak ty! Kłamcy i mordercy bez serca!
-Jak widać takich osób jak ty,  nic nie wiedzących idiotów, też nie pokocha. - powiedziałem. Agent wyszedł wściekły z celi i znowu zostałem sam.
                                                                               ***
Zasnęłam w miarę szybko ale to nie oznaczało że będę miała spokojną noc. Znowu ten sam sen co zawsze. Głosy w oddali, teraz stały się wyraźniejsze. Lecz po nich zobaczyłam coś, czego nigdy jeszcze nie było w tym śnie. Była tam mała, czarnowłosa dziewczynka która rozmawia z jakimś chłopcem, chyba w ogrodzie. Usłyszałam ich śmiech. To wyglądało jak jakieś wspomnienie. Ale kogo? Wszystko tam wydawało się takie znajome, a jednak obce. Wizja zniknęła a jej miejsce zajęły te same co zawsze, szmaragdowe oczy, wpatrujące się we mnie. Obudziłam się z krzykiem. Jak zauważyłam zrzuciłam kołdrę i koc na podłogę Musiałam strasznie się kręcić przez sen. Ale to nie było moje największe zmartwienie. Te oczy... Gdzieś je już widziałam. Nagle mnie olśniło. To były oczy Lokiego...

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział III

Przepraszam że tak późno. Święta, potem choroba. No nie ważne. Oto pierwszy rozdział. :)

                                                                         Rozdział III

Pip pip pip
Zadzwonił budzik. Otworzyłam zaspane oczy i walnęłam pięścią w zegarek. Ucichł. Nareszcie. Zerknęłam na godzinę. Piąta trzydzieści! Poderwałam się z łóżka i wystrzeliłam do łazienki aby się umyć i przebrać. Już pięć minut potem już biegłam do siedziby S.H.I.E.L.D. Piąta pięćdziesiąt pięć. Dobiegłam do bazy.  Wbiegłam na piętro i wpadłam do biura agentki Romanow.
Akurat siedziała przy biurku.  Podniosła wzrok znad monitora laptopa i powiedziała:
- O Lily. Punktualnie. – wstała sprzed biurka i gdy przechodziła obok mnie powiedziała.
-Chodź. Przecież nie będziesz paradować tu w tym stroju. – Zmarszczyłam czoło. No co? Czarny T-shirt, jeansy i trampki. Czy to aż tak źle?
Romanow wyjęła z szafki mundur  dla agentów S.H.I.E.L.D. i  wręczyła mi go.
-Zakładaj. S chyba będzie pasować. – powiedziała po czym zostawiła mnie samą w szatni.
Kiedy już się przebrałam, wyszłam z szatni. Natasha czekała na mnie na korytarzu.
                                                             ***
Ja, Thor i jego Jane już uciekliśmy z Asgardu niepostrzeżenie . W mojej celi siedziała moja kopia. Heimdal obiecał nam że nikomu nie powie gdzie jesteśmy.
- Nie musisz się obawiać Thorze. – powiedział strażnik wszechświatów.  – Nikt nie dowie się gdzie jesteście.
-Dziękuję Heimdalu. – powiedział Thor. – Można na ciebie liczyć.
Podeszliśmy do portalu.
-Pamiętajcie że Aether jest wciąż z Jane. Musicie ją chronić. – powiedział Heimdal po czym wysłał na do Midgardu.
Podróż była krótka. Już po jednej minucie wylądowaliśmy w Midgardzie. Gdy się pojawiliśmy, otoczyła na grupa ludzi z bronią wycelowaną prosto w nas. Podszedł do nas jeden z nich i powiedział.
-Thorze wybacz mi ale musimy zabrać Lokiego do siedziby S.H.I.E.L.D. Mamy do niego kilka pytań.
-Wiem o tym, już wcześniej rozmawiałem z Furym o tym. –rzekł Thor.
Spojrzałem na niego najbardziej zabójczym wzrokiem jaki posiadałem.
-Co?! Wiedziałeś o tym?! Miałeś mi pomóc ja odnaleźć a nie wysyłać mnie do cholernego S.H.I.E.L.D.!!!!!!!!!
-Wybacz bracie nie miałem wyboru. – powiedział przepraszającym tonem mój „braciszek”
-Teraz jeśli można to pojedziecie  z nami do naszej siedziby. – powiedział agent.
                                                               ***
*Kilka dni później.
-Agentko Brown.
-Tak? – spytałam.
-Twoje ostatnie dokonania w agencji bardzo mi zaimponowały. – powiedział Nick Fury.
-Dziękuję. Staram się.
-To dobrze. Bo jeśli byś się nie sprawdziła groziła by ci likwidacja. Mam dla ciebie zadanie.
-Jakie?
-Chodzi o naszego nowego więźnia…
-Lokiego? – przerwałam. – Tego nordyckiego snoba?
-Tak.
-Co niby mam zrobić? Mam ochotę go zabić. Wszyscy mówią że jest arogancki, kłamliwy, wredny i opryskliwy.
-Cóż, będziesz musiała nad sobą zapanować bo masz go przesłuchać. – powiedział Nick.
-Co?! – krzyknęłam.
                                                                                ***
Siedzę już tutaj kilka dni. Ale dzisiaj miało zdarzyć się coś nowego. Przyprowadzono mnie do białego pokoju z dwoma krzesłami po dwóch stronach biurka. Siadłem na jednym z nich. Wtedy do pokoju weszła jakaś kobieta. Od razu zobaczyłem że była wściekła, chociaż próbowała to ukryć sztucznym spokojem. Nie znałem jej twarzy ale jakby kogoś mi przypominała. Jak na kobietę z Midgardu była bardziej urodziwa od innych. Co dziwne, nie miała jak wszyscy agenci, broni palnej przy sobie tylko miała przyczepionych do pasa w mundurze i na lewej nodze sztylety. Bardzo mnie to zdziwiło. Siadła na krześle naprzeciwko mnie i powiedziała.
- Jestem tu tylko po to aby zadać ci kilka pytań. Oczekuję prostych odpowiedzi, bez żadnych kąśliwych uwag. Nie jestem zachwycona, że tu jestem więc przynajmniej ty wykaż się inteligencją i nie wnerwiaj mnie. Jasne Loki?
Uśmiechnąłem się kpiąco. – Cóż niczego ci nie obiecuję. Jak widzę znasz moje imię. Może łaskawie zdradzisz mi swoje.
Popatrzyła na mnie wzorkiem a la *zaraz zginiesz* ale jednak odpowiedziała. – Mam na imię Lily Brown.
-Nie widziałem cię tu wcześniej.
Uśmiechnęła się i powiedziała ociekającym jadem głosem. – Cóż chyb wtedy nie skupiałeś się na agentkach. Ale tak. Jestem tu od niedawna ale już wcześniej miałam styczność z S.H.I.E.L.D., czasami nawet nie przyjemną.
-Opowiedz mi. – powiedziałem. *Połknie haczyk jak Romanow.* - pomyślałem.
-Nie jestem tu po to aby rozmawiać o mnie Loki. Nie marnuję czasu na wylewne opowiadanie o mnie samej.
Zmarszczyłem brwi. Dziwne. Zawsze każdy się dawał namówić o opowieści o samym sobie abym mógł potem je zastraszyć. Jednak ta kobieta nie jest tak głupia jak myślałem. Wydaję mi się nawet całkiem interesująca. Ta kobieta mnie intryguje.

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział II

                                                                      Rozdział II
*Przepraszam że tak późno.

Karolina                              *

-Potrzebna? Do czego?- spytałam zdziwiona.
-Wszystko wyjaśnimy na miejscu. – odpowiedziała kobieta.
-Dobrze. Dasz mi chwilkę? –spytałam wpuszczając ja do mieszkania.
-Dobrze – powiedziała Natasha.
-Siądź na kanapie.-powiedziałam – Zaraz przyjdę.
Gdy agentka siadła na kanapie poszłam się przebrać. Wybrałam czarny  T-shirt, jeansy i czarne trampki za kostki. Kiedy wróciłam do salonu, kobieta akurat skrzywiła się, gdy zobaczyła książkę którą wcześniej czytałam,  gdzie był rysunek Lokiego, boga kłamstwa.
- Coś nie tak? – spytałam niezbyt przyjaznym głosem.
Kobieta na mnie spojrzała.
-Nie. Po prostu… jakoś nie przepadam za tą postacią -  powiedziała. – Gotowa?
-Tak.
-Świetnie. A więc chodźmy.
Kiedy wyszłam z Natashą z budynku przed którym stał  zaparkowany  czarny, matowy samochód z dyskretnym logo S.H.I.E.L.D. na boku przy baku.  Natasha siadła za kierownicą , a ja na miejscu pasażera z przodu.
                                                                  ***
Byłam w centrum dowodzenia S.H.I.E.L.D. Siedziałam w małym, białym pokoju z biurkiem i dwoma krzesłami po obu jego stronach. Do pokoju wszedł czarnoskóry mężczyzna z przepaską na jednym oku i siadł na krześle przede mną.
-Lily Brown? – spytał
-Tak.
-Jestem Nick Fu…
-Tak wiem kim jesteś-przerwałam mu i zapewne jestem tutaj bo za dużo wiem czyż nie? Chcecie mnie zlikwidować czy…
-Nie zlikwidować lecz mam dla ciebie propozycję – przerwał mi Fury.
-Propozycję? – uniosłam brwi do góry. – Niby jaką?
-Obserwujemy twoje poczynania już od dawna i znamy twoje niezwykłe umiejętności. –pochylił się na krześle. – Nie każdy jest tak świetnym w mordzie, w walce i śledzeniu. Masz wybór. Albo skasujemy ci pamięć o tym co naprawdę zdarzyło się w Nowym Jorku i Londynie, albo…  pomyślisz i zostaniesz jednym z naszych agentów.
Otworzyłam oczy ze zdumienia.
-Ja agentką? Chyba to jakaś pomyłka.
-Masz szansę oczyścić swoją kartę Lily. Ze wszystkiego. Wóz albo przewóz. Twój wybór. – powiedział Fury po czym wstał. Gdy miał wyjść powiedziałam.
-Kiedy mam zacząć?
Fury się odwrócił.
-Jutro o 6:00 tutaj. We wszystko wprowadzi cię agentka Romanow.
                                                                                      ***
Minęło dużo czasu od mojej rozmowy z Friggą. Było tuż po ataku mrocznych elfów. Byłem zrozpaczony. Jedyną osobą którą przynajmniej minimalnie kochałem jak prawdziwą rodzinę była Frigga która zginęła podczas tamtego ataku. Po uroczystościach żałobnych miałem niespodziewanego gościa.
-Thor. – powiedziałem – Po tym wszystkim przychodzisz do mnie z wizytą. Po co? – Thor milczał -  Przyszedłeś ze mnie drwić… robić ze mnie…
-Wystarczy Loki – przerwał mi Thor. Wpatrywałem się w niego zabójczym wzrokiem. – Starczy już tych iluzji. Ze zrezygnowaniem usunąłem iluzję aby mój „brat” mógł mnie zobaczyć, w jakim jestem stanie. Oczom Thora ukazał się straszny widok. Wszystkie meble w mojej celi były rozwalone i porozrzucane. Siedziałem opierając się o ścianę.  Miałem potargane włosy, podarte ubranie i krwawiącą nogę.
-Teraz mnie widzisz bracie. –Kiedy Thor podszedł bliżej mojej celi spytałem. – Cierpiała?
-Nie jestem tu po to, aby ci ulżyć w żałobie. – powiedział gromowładny. – Właściwie, to daję ci szansę spełnienia obowiązku wobec zmarłej.
-Mów dalej.
-Wiem że pragniesz bardziej niż ja pożądasz zemsty Loki. Pomóż mi opuścić Asgard a wynagrodzę ci to, możliwością zemsty. W końcu też byłeś jej synem. – Przewróciłem teatralnie oczami. Uśmiechnąłem się . – Naprawdę musisz być zdesperowany, skoro przychodzisz z tym do mnie. Skąd pewność, że możesz mi zaufać?
-Nie zamierzam. – odpowiedział Thor. – Przemyśl to. Przypomnij sobie że godziła nas gdy sprzeczaliśmy się za dawnych lat. Żywię jeszcze nadzieję że gdzieś w środku ciebie, istnieje jeszcze mój brat jakiego pamiętam. Ale wiedz że nie mam już powodów aby cię chronić. Zdradzisz mnie a ja cię zabiję.
Gdy miał już odejść powiedziałem.
-Pomogę ci Thorze. Wiem że choroba twojej śmiertelniczki bardzo wolno postępuję. Mogę ją chwilowo zatrzymać ale… nie za darmo. Zabierz mnie do Midgardu a gdy załatwię to co muszę pomogę uratować twoją Jane.
Thor się odwrócił. Uniósł brwi.
-Do Midgardu? Po co?
-Nie twoja sprawa. – warknąłem.
-Cóż, jeśli nie będę wiedział po co mamy się udać do świata ludzi to niestety ale nie zabiorę cię tam.
-Dobrze. – prychnąłem – Tu chodzi o kogoś wygnanego z Asgardu, i ty chyba wiesz o kogo mi chodzi.
Thor wyglądał na zdezorientowanego.
-O no nie udawaj durnia! – wywróciłem teatralnie oczami. – Chyba twój ukochany ojczulek nie skasował ci wspomnień tak jak mi.
-Co?! – krzyknął Thor. - Jak to skasował ci wspomnienia?! Cz…cz…czemu?!
Wzruszyłem ramionami.
-Nie wiem. Sam go sobie spytaj. Może kojarzysz dziewczynkę o imieniu Sigyn?
Thor otworzył szerzej oczy i od razu zaczął patrzeć nimi z czubki swoich butów.
-Ja… -  zaczął. – Pamiętam ją.
- Co?! – ryknąłem. – Przez te wszystkie lata nic mi nie powiedziałeś!
-No bo Odyn zakazał…
-Odyn, Odyn i tylko Odyn! Świat nie kręci się tylko wokół niego! Przez te wszystkie lata nawet nie wiedziałem o jej istnieniu!
-Wszyscy sądziliśmy że tak będzie lepiej. Wiem to ja powiedziałem o was Odynowi więc, pomogę ci ją odnaleźć.
Trochę się uspokoiłem.

-Kiedy zaczynamy?